Szczurek Anatol leci w Kosmos

O SZCZURKU ANATOLU POWIEŚĆ W ODCINKACH.Odcinek specjalny: Wyprawa w Kosmos.

Poniedziałek był super. Nic dziwnego – rozpoczął się kolejny tydzień zajęć w Akademii. W niedzielę Anatol zwykle się nudził: trochę leniuchował, trochę się szwendał po kamienicy, zaglądał do sąsiadów, czekał… Czekał właśnie na poniedziałek. W poniedziałek zawsze działo się coś interesującego. I tym razem nie zawiodła go intuicja. Do Anatola przyszedł list! Gdy pani Justynka wręczała mu kopertę aż popiskiwał z radości.

To list z Belgii!! Od mojego przyjaciela Livenskiego!! – biegał i podskakiwał mały szczurek.

– Super, ale kto to jest? Nic nie mówiłeś o nim. – zaśmiewała się pani Justynka.

– Opowiem zatem jak to było – zaczął tajemniczo Anatol.

– Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem. W wakacje miałem trochę wolnego czasu a ponieważ moi znajomi wysyłali paczkę do Antwerpii, szybko spakowałem się i poprosiłem o transport. W kartoniku zrobiliśmy dziurki, nakleiliśmy naklejkę „ szkło”, żeby paczką nie rzucano i hej, ho! W drogę! Paczka  była transportowane drogą lotniczą… nawet sobie nie wyobrażasz co to była za wycieczka! Nic nie widać, cały czas gdzieś cię noszą a w samolocie wylądowałem w luku bagażowym. Koszmar… nie liczyłem na kanapki ale że w samolocie jest tak zimno, dowiedziałem się gdy już było za późno… gdy wylądowaliśmy, wcale nie skończyła się moja przygoda. Dostałem kataru i kichałem tak strasznie, że cały karton aż podskakiwał. Naprawdę bałem się, że ktoś mnie znajdzie! I wtedy to usłyszałem! Stuk! Stuk! Wyobraź sobie moje zdziwienie! Moje: a psik ! a z boku: stuk! Stuk! A psik! Stuk! Stuk! Ale się wystraszyłem! Ale, znasz mnie, nie jestem tchórzem, więc postanowiłem się ujawnić. Szybko przegryzłem karton i wyszedłem! Obok mojej paczki stał inny pakunek i to  stamtąd dobiegało tajemnicze stuk, stuk.

– Dzień dobry, jestem Anatol! – zacząłem grzecznie.

– Dzień dobry, jestem Livenski! – odpowiedział pakunek. Stuk, stuk! Dobiegło ze środka.

– Dlaczego tak stukasz? – zapytałem – i kim jesteś?

– Stukam, bo chcę się stąd wydostać! To raczej oczywiste! Zamiast się głupio pytać, spróbuj mi jakoś pomóc!

I tak zaczęła się nasza znajomość. Gdy zdjąłem całą górę kartonów i zabezpieczeń, moim oczom ukazała się klatka a w niej prawdziwy tukan! Oczywiście nigdy nie widziałem tukana, więc byłem raczej zaskoczony. Livenski był duży, kolorowy i miał ogromniasty dziób, którym robił stuk, stuk.

Livenski podróżował do zoo w Belgii, miał tam założyć rodzinę. Podobno czekała tam na niego jego przyszła żona i piękna klatka.

– Jestem za młody… – jęczał Livenski, chciałbym zobaczyć świat! Ja nie chcę do klatki! Ja chcę latać!

Nie mieliśmy czasu do stracenia! Prawie złamałem sobie ząb ale udało mi się otworzyć zamek klatki. Schowaliśmy się za stertą paczek a on całą noc opowiadał mi jak pięknie jest unosić się w powietrzu!

Od tej pory, mój przyjaciel tukan pisze do mnie z różnych ,ciekawych miejsc, gdzie lata jako wolny, szczęśliwy ptak.

– To wspaniała historia – uśmiechnęła się pani Justynka – a ty chciałbyś latać?

Anatolowi aż pociemniało w oczach, nie mógł złapać tchu, w końcu wymamrotał:

– To moje marzenie… ale szczurki nie latają…

–  Zapewniam cię, że mogą! A ja ci w tym pomogę! Pomogą również dzieci i pan Radek! Będziesz pierwszym szczurkiem w powietrzu! – pni Justynka trzymając Anatola na rękach zakręciła się na obrotowym fotelu.

– A potem pierwszym szczurem w kosmosie!!! – krzyczał Anatol aż  mu wąsy furczały.